Węgry

Weekend po węgiersku | Budapeszt cz.2

Jeżeli można by przemianować kartki w kalendarzu – wielu zamieniłoby tydzień na siedem niedziel.* A już na pewno w przypadku, gdyby każda niedziela wyglądała tak jak ta, spędzona w Budapeszcie. Jakbym ją opisała? Drugi dzień węgierskiego relaksu wypełnionego słońcem, pysznym jedzeniem, spacerami i… dymem z shishy. Oczywiście po uprzednim, porządnym wyspaniu się. Węgry… Ach jak tu dobrze !

Jaki jest mój ulubiony plan na weekendowe zwiedzanie? Często to po prostu brak planu. Zdecydowaliśmy, że pójdziemy tam, gdzie poniosą nas nogi i dzień zaczęliśmy od kawy w okolicach Placu Bohaterów. To pierwsze w tym roku wyjście do kawiarni w plenerze – wybraliśmy pierwszy od placu lokal (jak się później okazało, turecki) o nazwie Cafe Kara (Andrassy ut 130). Jeśli mam wybierać napój dla siebie, to kawa znajduje się raczej na ostatnim miejscu, więc wybrałam koktajl truskawkowy, dla orzeźwienia. Nie był to może najcudowniejszy shake, jaki miałam okazję pić, ale dobrze komponował się z… brzoskwiniowym dymem shishy, którą zamówiliśmy sobie „do kawki”. Rozglądając się wokół, prawie wszyscy klienci kawiarni popalali sobie shishę, więc czemu nie my. Całość oceniam pozytywnie, może z wyjątkiem obsługi, która się trochę ociągała. Rozumiem, że niedziela dzień lenia, ale bez przesady ;)

Gosia, wicekrólowa ekspresyjnej mimiki twarzy na zdjęciach (zaraz po mnie)

Węgry, czy Turcja?

Jadąc do Placu Bohaterów (nazwa przystanku Hősök tere), warto też zwrócić uwagę na sam środek transportu, czyli metro. Na plac dojeżdżamy najstarszą linią metra w mieście, żółtą linią M1, która istnieje od 1896 roku ! Mnie najbardziej urzekł wygląd stacji – białe płytki z ładnymi napisami, mozaiki i nienachalne reklamy. Plus małe i krótkie pociągi, niektóre egzemplarze baaaardzo stare. My zrobiliśmy sobie też krótki spacer wzdłuż trasy metra, tyle, że na powierzchni – wzdłuż alei Andrassy ut, mijając dwie, trzy stacje poprzedzające Plac Bohaterów. Wzdłuż alei Andrassy znajdują się siedziby ambasad wielu różnych krajów, a nieco nalej restauracje i kawiarnie (w których nie było dla nasmiejsca ze względu na piękną, niedzielną pogodę i duże zainteresowanie ze strony klientów).

Stacje żółtej linii M1 – jedne z ładniejszych stacji, jakie w ogóle widziałam. Komuś jeszcze tak się podobają?

Ja, wielka fanka parków miejskich, o czym już nie jeden raz wspominałam przy różnych okazjach, nie mogłam ominąć parku Városliget, znajdującego się bezpośrednio za Placem Bohaterów, na Wyspie Széchenyiego. Będąc poprzednim razem w Budapeszcie udało nam się znaleźć czas na kilka godzin w łaźni Széchenyi gyógyfürdő (ahh jak ja kocham te węgierskie nazwy, dzięki naszej Węgierce przynajmniej wiemy jak je czytać), ale nie tym razem – weekend to trochę za mało, by wygospodarować też czas na łaźnie, przynajmniej dla mnie. To w tym parku mieszkańcy Budapesztu urządzają sobie rodzinne pikniki, uprawiają sport (na przykład siatkówkę kopaną – niestety nie wiem, jak profesjonalnie nazwać ten sport i czy w ogóle ma jakąś nazwę), czy po prostu spacerują. To właśnie w parkach toczy się prawdziwe życie miasta i to tu można podejrzeć jak spędzają czas jego mieszkańcy – dlatego uwielbiam parki, jestem ciekawska i lubię gapić się na ludzi, również mój aparat to lubi (choć czasem nie chcę czuć się jak paparazzo, który wszystko widzi i jeszcze to uwiecznia). A jeśli park posiada jeszcze ładne, ważne miejsce, tak jak zamek Vajdahunyad, to już w ogóle super.

Pan Gołąb – bohater pokazu, w którym główną rolę miała odgrywać kukiełka. No cóż, ptak skradł jej cały splendor.

Beton Budapest? NO !

Oprócz spaceru po parku trzeba jeszcze koniecznie przepłynąć się „metrem” z jednego brzegu Dunaju na drugi – bo metro podziemne to przecież zbyt duży mainstream, haha. Nie trzeba kupować dodatkowego biletu, bo to normalne metro. Można więc wsiadać na zwykłym dobowym bez ograniczeń. Podróż trwa jakieś dwie minuty, a na odpłynięcie statku czeka się jakieś dziesięć, ale dobra. I tak warto ;)

Stacja, z której odpływaliśmy.

Dwie minuty później docieramy do drugiego brzegu rzeki – emocje gwarantowane ! ;)

A najlepsze jak zwykle na koniec… Najlepsze, bo do jedzenia ! (No teraz to już tylko do patrzenia). Ladies and gantlemen, oto dobra prosto z Drum Cafe LANGOSH & GULASH BAR (Dob utca 2)! Lokal ten słynie w mieście właśnie z langosza, tradycyjnej węgierskiej potrawy, zwanej też węgierską pizzą. Wersja tradycyjna to wegetariańska z serem i śmietaną, ja natomiast wybrałam tę z kurczakiem w sosie paprykowym. Najpierw jednak pokażę, jak właściciel restauracji ją reklamuje:

Brudne szklanki, słabe jedzenie, wolna i bezczelna obsługa, drogo, z węgierskim humorem – spróbuj nas !

Ja to kupiłam. Antyreklama to najlepsza reklama – jedzenie oczywiście było pyszne, szklanki czyste, obsługa bardzo szybka i bardzo miła (szczery uśmiech na nasze köszönöm, zamiast thank you), dawki węgierskiego humoru akurat od obsługi nie dostaliśmy, ale nasza Węgierka Marta nas nie zawodziła. Egészségedre, Marta !

Dodam jeszcze, że restauracja znajduje się w Dzielnicy Żydowskiej, o której pisałam tutaj, czyli w relacji z soboty. Wróciliśmy więc w to samo miejsce, bo nam się spodobało. Wczoraj tam piliśmy, dzisiaj jemy. Po prostu ;) Jeśli zamierzacie w jeden dzień zwiedzić Dzielnicę Żydowską, to na obiad idźcie do Drum, a napić się do Szimpla Kert (o tym miejscu też pisałam w poprzedniej części).

Na naszym stole znalazły się takie smakołyki:

Gulasz. Nie mój.

Klasyczny langosz – również nie mój. Kolejne porcje jedzenia też nie są moje. Nie sfotografowałam tylko swojego jedzenia. Może dlatego, że przyszło na końcu i byłam już na tyle głodna, że miałam w nosie zdjęcia.

Wołowina !

Risotto !

Deser, ach deser…

Sernik z miodem, węgierski wypiek.

No, dość tych zdjęć jedzenia, bo robię się głodna. Myślę, że taka rekomendacja miejsca jak najbardziej wystarczy. Było po prostu pysznie ! Dołożyliśmy jeszcze do tego piwo i lody z lodziarni za rogiem. Bo jedzenia nigdy dość !

Z pełnymi brzuchami można było powoli myśleć o odebraniu bagażu z hotelu, zakupach (bez zapasu tokaju nie wracamy !) – na Węgrzech w niedzielę warto pomyśleć o zakupach znacznie wcześniej, niż godzina 20. Większość sklepów o tej godzinie jest już zamknięta. Na szczęście udało nam się dorwać otwarty do 20 sklep (w galerii handlowej przy dworcu Keleti).

Ostatni zachód słońca i powoli trzeba się zbierać i zostawić Węgry.

Budapeszt znów mnie zachwycił. Wiem, że nie jestem tam na pewno ostatni raz. Na Węgry na pewno jeszcze wrócę, następnym razem może Segedyn, albo jakieś miasto nad Balatonem… Kto wie, zobaczymy ;) A może Wy polecacie jakieś miejsca na Węgrzech? Jestem otwarta na propozycje, bo chciałabym lepiej poznać ten kraj. Węgry, zobaczymy się ponownie !

PS. Czekając na transport powrotny, nigdy, PRZENIGDY nie mówcie otwarcie do znajomych o swoich potrzebach fizjologicznych. W sensie tak bez owijania w bawełnę, jak się mówi do swoich. Bo nigdy nie wiecie kto siedzi niedaleko Was i kiedy powie coś, co powiedział do nas po usłyszeniu naszych soczystych wyznań -Oo słyszę polski, nie wiecie może skąd dokładnie odjeżdża Polski Bus do Krakowa? Nasze reakcje i miny? Na pewno bezcenne. Także nie polecam.

A co niedługo? Jeszcze nic pewnego, ale mam ochotę znów jechać do Pragi. Uwielbiam to miasto i możliwe, że wkrótce tam wrócę. A coś większego i zdecydowanie dalszego być może odbędzie się jesienią tego roku, ale nic jeszcze nie mówię, żeby nie zapeszać. Trzeba trochę przyoszczędzić, nie odmawiając sobie przy tym każdego wyjazdowego planu, podejmuję wyzwanie !

PS2. Relacja z soboty Weekend po węgiersku | Budapeszt cz.1

*cytat z początku wpisu z Niedzieli, Andrzeja Mularczyka.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

  • W Budapeszcie jeszcze nie byłam, ale zastanawiałam się nad nim na weekend majowy. Twoja relacja zachęca do spakowania plecaka i wyruszenia w poszukiwaniu najlepszego langosza :)

  • Śliczne fotografie. Była w Budapeszcie i jestem zachwycona tym miejscem. Bardzo urokliwe miejsce. Spędzałam tam Sylwestra i muszę przyznać, że spotkałam dużo naszych rodaków.

    • Oo, sylwester w Budapeszcie to pewnie też fajne przeżycie, chętnie odwiedziłabym to miasto zimą ;)

  • Katarzyna Lwowska

    W Budapeszcie byłam pierwszy raz wieki temu, więc myślę o ponownej wyprawie w to miejsce. Po takim wpisie nabrałam jeszcze większej ochoty. Ciekawe zdjęcia.

    • Dziękuję, mam nadzieję, że skusisz się na ponowny wyjazd, ja się skusiłam ;)

  • Duzo slyszalam o Wegrach, to kraj na mojej liscie do zwiedzenia. Piekne kadry :) jeszcze bardziej mnie zachecilas :) Pozdrawiam z Alp :)

  • Jak miło ogląda się zdjęcia i czyta o miejscu, w którym już się było! Do Placu Bohaterów dotarliśmy na nogach spod Muzeum Terroru, ale miałam okazję zobaczyć kilka przystanków metra nr 1 – mnie również chwyciło za serce! W parku za placem trafiliśmy na miejski festyn, węgierskie disco i wielki gar z gulaszem. To są najlepsze wspomnienia, które przywiozłam ze stolicy Węgier :) Zaraz na drugim miejscu wrzucę langosza z serem i śmietaną. Oj, nie miałam pojęcia o wodnym metrze! :O
    … i w ogóle Budapeszt jest taki piękny!

    • Wygląda na to, że wszelkie miejskie imprezy odbywają się właśnie tam ;) Ja w pierwszej części mojej relacji pisałam o bitwie na poduszki, która odbywała się na Placu Bohaterów, no szczerze mówiąc to wolałabym trafić na miejski festyn z węgierskim disco, tak jak Ty :D I racja… Budapeszt jest super ! ;)

  • Fajny klimacik na zdjęciach :) byłam w Budapeszcie 2 razy i jeszcze chętnie tam wrócę! Osobiście też lubię działać spontanicznie. Przeważnie szwendam się tam gdzie mnie nogi poniosą. Odkryłam w ten sposób wiele małych, klimatycznych miejsc, gdzie przychodzą wyłącznie lokalsi. :)

  • Ja to mam ochotę od razu tam jechać celem konsumpcji 😅😅😅

  • Piękny jest Budapeszt! Piękny jest też Budapeszt na Twoich zdjęciach. Fajnie, że pokazujesz go z różnych stron ;)

  • Świetne zdjęcia i piękny jest Budapeszt :)

  • Od jakiegoś czasu marzy mi się Budapeszt, również ze względu na bogate zbiory muzealne także sztuki złotniczej :D oraz sam klimat miasta… i to urokliwe metro :D

    • Ah widzisz, ja na zbiory muzealne akurat nie patrzę, ale przyznam, że czasem powinnam :D

  • Piękne zdjęcia i piękne miasto, w którym mnie jeszcze nie było, ale chyba czas to zmienić!:)

  • Kajetan Sobczak

    Świetna relacja, piękne zdjęcia!

  • Budapeszt wciąż przede mną. Nigdy nie ciągnęło mnie specjalnie do tego miasta. Raz udało mi się upolować bilety za złotówkę, ale niestety plany mi się zmieniły i nadal tam nie dojechałam. Wydaje mi się, że powinnam polubić miasto ze względu na Dunaj, ale pewności nie mam. Być może kiedyś się przekonam :)
    Pozdrawiam.

    • Szczerze przyznam, że mnie kiedyś też tam niespecjalnie ciągnęło, a pierwszy raz pojechałam tam głównie po to, by odwiedzić koleżankę z erasmusa ;) No i tak mi się spodobało, że po dwóch latach wróciłam znowu i wiem, że jeszcze pewnie tam wrócę, może jeszcze w inne miejsce gdzieś na Węgrzech ;) Ja bym na Twoim miejscu się kiedyś wybrała i zobaczyła, czy miasto przypadnie do gustu ;)

  • Ale ten Budapeszt jest ładny. Nie spodziewałam się aż tak ładnych widoków. :)

  • I doczekałam się drugiej części :) Langosze to coś pysznego :) A sernik z miodem… Obłęd :)
    Budapeszt to naprawdę piękne miasto :)