Węgry

Weekend po węgiersku | Budapeszt cz. 1

Jedźmy jeszcze raz odwiedzić Budapeszt ! Lubię odkrywać nowe miejsca. Naprawdę. Ale jeszcze bardziej lubię wracać tam, gdzie za pierwszym razem zostawiłam kawałek serca. Tak właśnie było w przypadku Budapesztu – kupił mnie od razu, dlatego po prawie dwóch latach, z grupą przyjaciół postanowiliśmy złożyć ponowną wizytę naszej węgierskiej koleżance i oczywiście samemu miastu. A lepszej pogody na inaugurację wiosennego sezonu nie mogliśmy sobie wymarzyć !

Ostatnio zaczęłam odczuwać większą chęć odkrywania naszych sąsiedzkich, lub „prawie” sąsiedzkich krajów, jak w tym przypadku. Po prawie dwuletnich, ciągłych podróżach do Francji zdecydowanie potrzebuję odmiany. Rok zaczął mi się więc Hiszpanią, teraz Węgry, a kolejne plany już się powoli szkicują. To mój drugi raz w Budapeszcie i na pewno nie ostatni.

Uważam, że weekend zdecydowanie wystarczy, żeby zobaczyć wszystkie najważniejsze miejsca i odkryć ciekawe miejsca na mapie kulinarnej miasta – tak było w naszym przypadku. Zaliczyliśmy obowiązkowe punkty tak zwanego turysty, a wieczorem relaksowaliśmy się w miejscach wśród Węgrów, w końcu towarzyszyła nam Budapesztanka.

Na miejsce dotarliśmy z samego rana, po całonocnej podróży Polskim Busem (pozdrawiam serdecznie tłum spod autobusu ! ) i nie tracąc czasu, od razu ruszyliśmy w miasto.

Na pierwszy ogień poszła Wyspa św. Małgorzaty, do której doszliśmy pieszo z naszego hostelu. Hostel, w którym nocowaliśmy to Aventura Hostel Budapest na Visegradi utca – tematyczne pokoje, sami młodzi ludzie, cena noclegu to ok 15 euro za noc. Moje serce skradł apartment Rouge, w którym spała jedna para z naszej paczki – wyobraźcie sobie klimat starego domu w stylu vintage, stare książki, stare radio na kasety. Późny wieczór zleciał nam więc przy akompaniamencie tego właśnie radia, Pink Floyd, węgierskie audycje i tego typu klimaty – przy totalnym zmęczeniu było to dość groteskowe (węgierskie audycje, nie Pink Floyd oczywiście, ba !). Przekopując stare książki na półce natknęłam się na nasze rodzime Quo Vadis… Sienkiewicz po węgiersku, dobrze, że w oryginale tytuł nie był tłumaczony ;)

Wracając do tematu wyspy, dotarliśmy tam koło godziny dziewiątej rano, a już było bardzo ciepło – kurtka więc do plecaka !

Piknik na wyspie św. Małgorzaty na dobry początek weekendu? Dlaczego nie !

Jak tylko weszliśmy na wyspę, musiałam oczywiście zostać z aparatem gdzieś w tyle. Za każdym razem uwielbiam miny moich kompanów, którzy dziwią się dlaczego robię zdjęcia drzewom, kwiatom, gałęziom, czy rowerom. No ale jak tu obojętnie przejść obok tak idealnie ustawionego, różowego roweru pod pięknie kwitnącą magnolią (też oczywiście różową)?

A kilka metrów dalej zostaliśmy zmierzeni wzrokiem przez uroczą grupkę węgierskich pijaczków, od samego rana relaksujących przy wtórze regionalnych pieśni. Weekend jest, kto zabroni ;)

Po okrążeniu wyspy przyszedł czas na śniadanie. Nie mam konkretnego lokalu do polecenia, ten, do którego weszliśmy był zupełnie przypadkowy – pierwszy, który pojawił się na naszej drodze. Kawa, croissant (eh, jednak coś z tej Francji zostanie mi na zawsze – bezwarunkowa miłość do croissantów !) i można było ruszać dalej.

Z wyspy Małgorzaty najlepiej od razu pojechać na Wzgórze ZamkoweKościół św. Macieja, Baszta Rybacka, Zamek Królewski i przepiękne Stare Miasto skąpane w wiosennym słońcu – jestem w raju !

Mozaika wygrywa wszystko ! Zwłaszcza w połączeniu z bezchmurnym niebem ;)

Dla mnie Wzgórze Zamkowe to jedno z piękniejszych miejsc w Budapeszcie. Nie tylko ze względu na mozaikę na dachu kościoła i panoramę miasta z tarasu widokowego oczywiście ;)

Schodząc ze Wzgórza z Budy przeszliśmy do Pesztu, zaczynając od bazyliki św. Stefana, kończąc na Parlamencie oczywiście. Do bazyliki św. Stefana doszliśmy znaną ulicą Vaci utca – deptakiem ze sklepikami i zabytkowymi kamienicami. A kiedy zmęczenie dało się we znaki, usiedliśmy na schodkach przed kościołem i odpoczywając próbowaliśmy nie usnąć. W dość mocno grzejącym słońcu, po praktycznie nieprzespanej nocy wcale nie było o to trudno. Moje odwieczne problemy z bólem stóp lepiej może przemilczę…

A teraz to co tygryski lubią najbardziej, czyli jedzonko ! W okolicach Parlamentu zjedliśmy dwudaniowy obiad, popijając tokaj, czyli słynne węgierskie białe wino deserowe, które uważam za jeden z lepszych, winnych wynalazków. Obiad, który zjedliśmy spokojnie można porównać do typowo polskiego, niedzielnego obiadu, czyli rosołu na pierwsze i kotleta na drugie. Węgierski rosół smakuje bardzo podobnie do naszego. Nie była to najlepsza rzecz, jaką do tej pory zjadłam na Węgrzech, ale jako że lubię kotlety i wcale się tego nie wstydzę, to nie pogardziłam menu dnia. Reszta towarzyszy też nie. Obiad zwyczajny, wino nadzwyczajne, więc ostatecznie byłam zadowolona.

Polska na talerzu, bo w końcu Polak, Węgier dwa bratanki…

Węgierska ambrozja – tokaj słodki, czy półwytrawny, nieważne ! Biorę wszystko :)

Dotarliśmy na Plac Bohaterów. Tłum? Wcale nie jestem zaskoczona. Tym razem odbywał się tu flashmob, po fruwających piórach i tłumach ludzi z poduszkami od razu wiadomo, o co chodzi. O pillow fight ! Ze względu na brak poduszek w ekwipunku podręcznym zdecydowaliśmy się jednak poobserwować całe zajście z pewnej odległości. Z bezpiecznej odległości ;)

Alergicy w tył zwrot ! A psik !

Nogi powoli odmawiają mi posłuszeństwa, ale nie poddaje się. Póki słońce jeszcze grzeje, trzeba korzystać. Jak na leniwe popołudnie przystało, należało więc trochę odpocząć i się polenić. Najlepszy sposób to oczywiście zimne piwo. Gdzie? Najlepiej w jakimś nietypowym miejscu ! Jakim? Hipsterskim ;) !

Podsuwam Wam świetne miejsce (nasza Budapesztanka pokazała nam knajpy w klimacie krakowskiego Kazimierza) – kompleks ruin pubów Szimpla Kert (Kazniczy utca 14), jeśli oczywiście ktoś z Was jeszcze tego miejsca będąc w Budapeszcie nie odwiedził. Jeśli liczysz na zwisające z sufitu rowery, obdarte ściany, street art, zewsząd otaczające Cię shishe i dym, plus dyskotekowe kule, to jesteś w domu ! Awangardowy klimat komunizmu gwarantowany. Wieczorem może być ciężko ze znalezieniem miejsca, ale nam na szczęście się udało. W końcu to serce nocnego życia miasta – taki nasz, krakowski Kazimierz.

Jeśli chcesz przenieść trochę klimatu Szimpla do domu, odwiedź też sklepik z rękodziełem.

Dodam jeszcze, że puby Szimpla Kert znajdują się w Erzsébetváros siódmej, żydowskiej dzielnicy Budapesztu, można powiedzieć, że to serce alternatywnej kultury miasta. W okolicy można spróbować też oczywiście kuchni żydowskiej, a hebrajskie naleciałości widoczne są dosłownie wszędzie. I do tego kolory, dużo kolorów. Jeśli będąc w Budapeszcie chcielibyście odwiedzić miejsce trochę inne i odrębne od całego miasta, to polecam Erzsébetváros (albo żeby nie utrudniać, dzielnicę żydowską)

Może któryś wziąć? …

Wielka Synagoga

A późnym wieczorem już tylko hostel, Pink Floyd, węgierskie audycje ze starego radia na kasety i Quo Vadis, też po węgiersku (patrz początek wpisu). Aha i znalazłam jeszcze tomik poezji po łacinie i co gorsza, zaczęliśmy go czytać. Wtedy wiedzieliśmy, że pora spać :) Cała niedziela jeszcze przed nami, ale o niedzieli będzie następnym razem.

Na koniec pozwolę sobie dodać małą dygresję o tym, co myśli nasza Budapesztanka Marta o węgierskich facetach:

Marta, a tak ogólnie to jacy są węgierscy faceci?

Na co ona z typowym dla siebie, szyderczym uśmieszkiem szczerze odpowiada, że są… grubi i nieprzyzwoici. Poza Martą nie mam żadnych znajomych Węgrów, więc pomoże mi ktoś obalić jej tezę? :)

TO BE CONTINUED

Zapisz

Zapisz

Zapisz

  • Patrycja Czubak

    Świetna jakość zdjęć. Fantastyczna wycieczka. Pozdrawiam

  • Zdjęcia zachwycają, szczególnie ta magnolia, którą uwielbiam :-) Marzy mi się taki weekend.

  • tekstykultury.pl

    Na Węgrzech będę w wakacje, na pewno odwiedzę Budapeszt. Zdjęcia przepiękne! :)

    • Dziękuję bardzo ! ;) Ja na Węgry jeszcze wrócę, możliwe, że odwiedzę Segedyn (trzecie co do wielkości miasto na Węgrzech), miasto, które niezupełnie kojarzy się z turystyką, przynajmniej ja niewiele o nim słyszałam (słyszałam, bo mieszka tam aktualnie koleżanka, o której mowa w poście) ;) Udanego pobytu w wakacje !

  • Byłam w Budapeszcie dwa razy… raz na jednodniowej wycieczce z dziećmi znajomych, a drugi raz w drodze na Sri Lankę. To zdecydowanie za mało jak na tak piękne miasto. Tam jest taki ogrom zabytków, które chciałoby się dokładnie zwiedzić. Jedno trzeba przyznać – Budspeszt ma wspaniałe miejsca widokowe. No i przepyszne jedzenie.
    Do listy miejsc jakie chciałabym zobaczyć muszę dopisać dzielnice żydowska.

    • Musisz koniecznie ją odwiedzić, najlepsze jest to, że gdy byłam poprzednim razem w Budapeszcie, to nawet nie wiedziałam, że takowa istnieje, mimo, że spędzałam czas z tą samą koleżanką, która jest z Budapesztu ;) No ale za każdym razem trzeba zobaczyć coś nowego.

  • Jacek Zbieraj

    Bardzo polubiłem Budapeszt. Ma wiele klimatycznych knajpek (sporo z nich odkrytych przypadkiem ;)).
    świetne zdjęcia, idealna pora roku na wypad. Widzieliście jakieś „maluchy” na parkingach? Ja byłem zdziwiony tymi fiatami (sporo ich było :) ), a jak zobaczyłem kursujące Ikarusy, to już w ogóle łezka się w oku zakręciła :)

    • A wiesz, że nie zwróciłam uwagi? Maluchów nie widziałam, ale gdybym zobaczyła, to bardzo bym się zdziwiła :) Co do knajpek, to masz zupełną rację – uwielbiam miasta od tej właśnie strony – ciekawe miejsca zawsze w cenie ;)

    • Maluchy na Wegrzech to nic, ale maluchy na Kubie na prawde robily wrazenie ;)

  • Fajna wyceiczka – Budapeszt jest na mojej liscie do odwiedzenia, od jakiesgos czasu i zastanawiam sie kiedy uda mi sie tam pojechac… ;)

  • Już wkrótce planuję po raz kolejny odwiedzić Budapeszt. Twój wpis będzie dla inspiracją do poznania nowych miejsc, zwłaszcza tych kulinarnych ;)

    • Mogę polecić jeszcze Drum Cafe, restaurację, której specjalnością są langosze w różnych kombinacjach smakowych – będę pisać o tym miejscu w drugiej części tej relacji z Budapesztu, która na dniach pewnie pojawi się na stronie, tym bardziej zapraszam, bo będą zdjęcia potraw, które tam jedliśmy :D

  • Damian Losik Opencaching

    Nie będę pierwszy, jeśli napiszę, że fotografie robią fajne wrażenie. ;) Nigdy nie byłem w Budapeszcie, może kiedyś nadrobię. ;)

    Pozdrawiam,
    Damian

    • Dziękuję Ci bardzo ! ;) Jeśli kiedyś pojedziesz, to udanego pobytu życzę już teraz :)

  • I wcale Wam się nie dziwie, że wróciliście do Budapesztu, to miasto ma w sobie niesłychaną aurę no i RUINS PUBS! to magia!

  • Piękne zdjęcia, jesteś wielką inspiracją. Lecę znaleźć Cię na insta i nie zgubić! :)

  • nosluj

    Budapeszt jest cudowny! Mnie nie udało się dotrzeć do ruin pubów czego oglądając Twoje zdjęcia bardzo żałuję!

  • Malinowa Planeta

    Kocham Budapeszt, jestem tam często i też mogę polecić mnóstwo miejsc. Wszystkie mosty, street markety z węgierską żywnością, wszystkie łaźnie i baseny. Samolot z Warszawy leci troche ponad godzinę :)

  • Anna Doniec

    Uwielbiam Budapeszt :-)

  • Budapeszt kojarzy mi się z czeską Pragą połączoną z naszymi miastami. Za każdym razem, gdy widzę zdjęcia tego miasta, to mam wrażenie, że to taki mix. Ale w sumie niewiele się mylę. Wszystko niedaleko siebie, więc jest szansa, że ta sama myśl architektoniczna przyświecała wszystkim miastom.

    • Też kiedyś o tym pomyślałam, więc na pewno coś w tym jest ;) w końcu Polak Węgier dwa bratanki, a Czesi to bezpośredni sąsiedzi geograficzni i językowi, także szansa na tę samą myśl architektoniczną jest prawdopodobna :D