Czechy

Vítejte v Praze ! | Praga z przygodami

Maj = Praga. Od teraz zawsze będzie mi się kojarzył z krótkimi wypadami do Pragi. Dokładnie rok temu (z różnicą dosłownie kilku dni) spędzałam tam weekend z siostrą, w tym roku w nieco większym gronie przyjaciół. W mniejszym, czy większym towarzystwie, Praga smakuje tak samo, czyli dobrze.

Jak już kilka razy pewnie wspominałam, jestem wielką fanką krótkich, weekendowych i niedalekich wypadów, czasem wręcz spontanicznych. Takich, które pozwalają się gdzieś ruszyć, a zarazem zachomikować trochę urlopu na „lepsze dni”. Jako że nie mam nic przeciwko powracaniu w miejsca, gdzie już wcześniej byłam, to Praga była opcją idealną. Tanie bilety na Polskiego Busa jeszcze szybciej pomagają zdecydować. Niby byłam tam dokładnie rok temu, ale co z tego. Jeśli się podobało to dlaczego by tam nie wrócić?

Jeśli na sam początek mogę dać Wam radę, to do Pragi nie bierzcie ze sobą jedynie banknotu o wartości 2000 koron. Bardo nie polecam ze względu na problem z rozmienieniem i narażaniem się na dziwne spojrzenia Czechów. Niestety znów miałam okazję przekonać się, jacy są „mili” dla turystów, zwłaszcza w kantorach, czy sklepikach przy metrze. Najlepszy i tak był pracownik kantoru, który na prośbę o rozmienienie banknotu na drobniejsze popatrzył na mnie z politowaniem i odpowiedział „nie wymienię”. Na co ja odpowiadam „a dlaczego”? „Bo nie”. Tak więc zaczął się pobyt w Pradze, ale stwierdziłam, że nie będę przejmować się ludźmi, którzy pracują jak za karę ;) Za kawę tymi dwoma tysiącami też oczywiście nie mogłam zapłacić. Udało się dopiero w hostelu, płacąc całą sumę za resztę towarzyszy… Uff. Pozbyłam się problemu.

Zwiedzanie Pragi zaczęło się w sobotę rano, niestety pod chmurami, ale bez deszczu. Skończyło w niedzielę wieczór w pełnym słońcu.

Trasa zwiedzania dość standardowa jak dla mnie – bez konkretnego planu, gdzie nogi poniosą. A że w Pradze byłam w tamtym roku, to nie trzeba mi było mapy. W tym mieście dość fajne jest to, że wszystkie atrakcje skupione są na niewielkiej powierzchni, nawet nie trzeba kupować biletu dziennego. Wystarczą nam nasze nogi. Jeśli mielibyśmy hotel w centrum, to już w ogóle byłoby cudnie. Zarezerwowaliśmy jednak nocleg w 9 dzielnicy Pragi, więc spory kawałek od centrum. Ale jeśli wyjazd miał być low cost, to low cost. Weekend kosztował mnie jakieś 300zł. Z wszystkim.

Druga „przestroga”: nigdy nie decydujcie się na podróżowanie metrem bez biletu. Mandat za jego brak będzie Was kosztował 800 koron od osoby. Nie wiem co nas podkusiło, czy było to zamierzone, czy to była kwestia zwykłego gapiostwa, ale dwie osoby z naszej załogi zostały „złapane” przez strażnika porządku. I nie była to dla nich miła rozmowa (Gosia, Grzesiek, przepraszam, musiałam o tym wspomnieć :) ). Jeśli jakiś czeski kontroler Was przyłapie na braku biletu, NIE PRÓBUJCIE Z NIM DYSKUTOWAĆ. W przeciwnym razie może dojść do rękoczynów, ha ha. Najwyraźniej Czesi nie należą do najbardziej ugodowych ludzi.

Po niemiłych przygodach związanych z posiadaniem banknotu, który w tym kraju chyba jest rzadkością i brakiem biletów (co zaowocowało konfrontacją z czeskimi „władzami”), nadszedł czas na tą przyjemniejszą część, czyli zwiedzanie. Zaczęło się kwasem, ale na szczęście w tym miejscu przygody się skończyły.

Tu nie będę się bardzo rozpisywała, niech zdjęcia mówią za mnie. Trasa była taka – kierunek góra – Hradczany – dół – Mala Strana i przez Most Karola wprost na Stare Miasto. Tempem żółwia, któremu nigdzie się nie spieszy.

A ku ku !

Wiosna to najlepsza pora roku na podróże. Właśnie dlatego !

Akurat się odwrócił… Gdyby mógł to na widok obiektywu pewnie by odleciał.

Schodzimy z Hradczan wprost na Mala Strana.

W tym roku ten zielony teren podziwiałam z zewnątrz. Odsyłam to wpisu z Pragi z zeszłego roku, tam prezentuję go w pełniejszej okazałości – Praga na weekend.

Do parku nie weszliśmy, za to tej uliczki w zeszłym roku nie widziałam. Piękne kolory !

W zeszłym roku nie udało mi się też dotrzeć do słynnej ściany Johna Lennona, nie wiem jakim cudem, bo droga do niej nie jest specjalnie skomplikowana. Powiedziałam sobie wtedy „no trudno, następnym razem”. Udało się ;) Ściana sama w sobie nie jest jakimś cudem świata, gdyby nie była tak kultowa, prawdopodobnie przechodząc koło niej nie zwróciłabym na nią uwagi. Zauważyć bym zauważyła, bo jest kolorowa i rzuca się w oczy, ale bez szczególnego szału. Pan, który znajduje się na zdjęciach poniżej śpiewał piosenkę Radiohead.

„But I’m a creep, I’m a weirdo
What the hell am I doing here?
I don’t belong here
I don’t belong here”

Zdjęcia na Moście Karola sobie darowałam, bo doszliśmy do niego mniej więcej wczesnym popołudniem. Wtedy jest tam chyba najwięcej ludzi. Za to udało mi się zrobić tam zdjęcie w niedzielę wieczorem, o dziwno w niedzielę miasto jest trochę mniej zatłoczone.

Bez piwa by się nie obyło !

Po całkiem dobrym obiedzie udaliśmy się na małą wysepkę na Wełtawie, zaadaptowaną na park. W tamtym roku ucięłyśmy sobie tam z siostrą drzemkę ;)

Zabawa dla dorosłych facetów i… małych dziewczynek :)

Właśnie zauważyłam, że podczas tego pobytu nie zrobiłam ani jednego zdjęcia jedzenia, bo w tym momencie chciałam wspomnieć słowem o trdelniku – słynnym ciastku, które w Polsce znane jest jako chimney cake. I powiem tak – w Polsce bardziej mi one smakują. Moi przyjaciele, którzy jedli to ciastko po raz pierwszy, nie byli nim szczególnie zachwyceni. Ja byłam, ale tym polskim. No cóż. Zdjęcia swojego ciastka nie zrobiłam, bo nie zdążyłam ;) Za to mam takie:

W niedzielę zdecydowaliśmy się na FREE WALKING TOUR po starym mieście i Dzielnicy Żydowskiej, a naszym przewodnikiem był przesympatyczny, młody Czech z wietnamskimi korzeniami. Od teraz zawsze będę szukała możliwości uczestniczenia w takiej formie zwiedzania miasta, gdziekolwiek pojadę. I to wszystko dzięki Tajlandce, poznanej w Polskim Busie, która dała nam cynk, że coś takiego się odbywa. Gdyby nie ona, nawet byśmy o tym nie pomyśleli. Przyszedł więc czas na odrobinę organizacji i dowiedzenia się czegoś ciekawego o mieście. Przewodnik wspomniał między innymi o słynnym zegarze znajdującym się na zdjęciu powyżej. Wcześniej zastanawialiśmy się dlaczego raz jest pod nim ogromny tłum, który nie wiadomo na co czeka, a innym razem nie ma praktycznie nikogo. Dominik rozwiał nasze wątpliwości mówiąc, że o każdej pełnej godzinie odbywa się tutaj „pokaz”. Nie pamiętam co się dokładnie dzieje, ale całość trwa jakieś 30 sekund, jest to więc dla wielu ludzi ogromne rozczarowanie – tyle stania i czekania, żeby zobaczyć ruszające się przez 30 sekund kukiełki. Sam zegar nazwał więc największą atrakcją i największym rozczarowaniem Pragi. Trudno się z nim nie zgodzić.

Jeśli będziecie w Pradze, wybierzcie się na FREE WALKING TOUR. To naprawdę fajna inicjatywa, która działa też w Krakowie.

W niedzielę słońce w końcu postanowiło wyjść do ludzi.

A Most Karola najlepiej podziwiać z tej perspektywy.

Zdjęcie zrobione w niedzielę około godziny 20. Wczoraj było tu zdecydowanie więcej ludzi.

Podsumowując, mnie osobiście w Pradze przeszkadza zbyt duża liczba turystów. Czasem naprawdę ciężko jest zrobić zdjęcie, bo ludzie są wszędzie. Marzy mi się spacer po mieście przed godziną siódmą rano. Wtedy jest cicho i pusto. Tylko komu by się chciało o tej godzinie wstawać, zwłaszcza, gdy poprzednią noc spędziło się w autobusie. No chyba nikomu. Zwiedzanie miasta (niekoniecznie Pragi, może być też inne) wcześnie rano, przed falą turystów jest na mojej liście „do zrobienia”. I kiedyś tak właśnie zrobię ;)

Do następnego !

 

  • Uwielbiam Pragę! To jedno z moich ulubionych miast i miejsc na ziemi. Szkoda tylko, że Czesi są tak mało sympatyczni względem turystów.
    Współczuję sytuacji z biletem. Nie było miło, co nie?

    P.S. Piękne zdjęcia!

    • Oj tak z tym biletem było bardzo niefajnie… Niby tylko dwójka z nas została przyłapana, ale wszyscy czuliśmy się w pewnym sensie przyłapani, bo nikt z nas nie miał biletu ;)

  • Bardzo bogata relacja i jakie piękne zdjęcia:) Praga zdecydowanie jest na mojej liście miejsc do odwiedzenia :)

  • Och Wychowanie

    Kocham to miasto, świetna relacja, cudowne zdjęcia :)

  • Praga jest świetna! Szkoda tylko, że wyjazd z takimi wątpliwymi przygodami. Na pocieszenie napiszę, że z tym rozmienianiem kasy to jest jakaś zmora. Rozumiem, że sklepikarz mógłby mieć problem z rozmienieniem, ale w kantorze?! Cóż, niektórzy mają „ciekawe” podejście do turystów.
    P.S. Świetne, klimatyczne zdjęcia!

    • W innym kantorze powiedzieli mi, że nie wymieniają tej samej waluty na tę samą, o czym zapomniałam wspomnieć w poście. W sumie to to nawet nie musiałaby być udokumentowana w kasie transakcja, a zwykła przysługa, no ale nie miałam ochoty się z nimi licytować ;)

  • Kamil

    Co do weekendowych szybkich wypadów, to też jestem ich dużym fanem :-) a Praga jest piękna! Byłem tam już 4 razy i myślę że na tym się nie skończy

    • To witaj w klubie ;) W Pradze w sumie wiele jest jeszcze do odkrycia, dwa razy to mało ;)

  • Justyna

    Uwielbiam Pragę. Mogłabym wciąż do niej wracać.

  • Praga wiosną jest faktycznie piękna :) Byłam dwukrotnie w sierpniu, a marzy mi się zobaczyć to miasto w czasie złotej jesieni. Dzięki za info o darmowym zwiedzaniu, nie miałam pojęcia! Kolejnym razem skorzystam.