Włochy

Ville di Tivoli – Villa Adriana

Villa Adriana to druga z willi/ogrodów w Tivoli, które odwiedziliśmy. Ta różni się nieco od poprzedniej willi Tivoli – villi d’Este, bo zobaczyć tu możemy antyczne ruiny i pospacerować wśród oliwnych gajów. Kolejny skarb Lacjum mamy więc zobaczony i odhaczony. Ja jestem zachwycona.Willa Hadriana (bo tak brzmi jej polska nazwa) jest położona niżej niż miasteczko Tivoli – trzeba było pojechać tam autobusem miejskim – niestety na nogach byłoby to niemożliwe. Co z tego, że na ten autobus czekaliśmy jakieś 40 minut… Zdecydowanie było warto!

Willa Hadriana była drugą w kolejności zwiedzoną przez nas willą, tuż po Villi d’Este, o której pisałam tutaj. Oba ogrody zrobiły na mnie ogromne wrażenie i myślę, że w jeden dzień spokojnie da się zwiedzić oba. Nie trzeba wybierać. Za bilety wstępu do obu z nich zapłaciłam łącznie może 15 euro, tak więc warto tam wejść nawet ze względu na niewygórowaną cenę.

Villa Adriana została zbudowana na polecenie cesarza Hadriana i służyła jako kompleks letnich rezydencji dla cesarza, jego rodziny i gości, a także dla urzędników państwowych, żołnierzy, służby i niewolników. Obiekty składające się na villę to m.in. Dziedziniec Bibliotek, Ruiny Teatru Morskiego, Ruiny Pałacu Cesarskiego, Sala Filozofów, Małe Termy czy Złoty Plac. Podobnie jak Villa D’Este, Villa Adriana wpisana jest na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Dla mnie ten ogród to nie tylko antyczne ruiny. To też idealne miejsce na spacer i obcowanie z naturą – zwłaszcza wtedy, kiedy budzi się do życia, wczesną włoską wiosną. Nie latem, nie jesienią, nie zimą, a właśnie wiosną. Bo wiosną podróżuje się najprzyjemniej. Lato i jesień też ma swój urok, ale w lecie czasami jest za gorąco i to rozleniwia, a jesień, jak to jesień, bywa kapryśna. W zeszłym roku i na początku bieżącego miałam przyjemność skorzystania z podróżowania latem (odwiedziny znajomej w Budapeszcie), piękną złotą jesienią (Jesienny Paryż spacerem cz.1 i Jesienny Paryż spacerem cz.2) i zimą (szereg wpisów z Normandii – VEULES-LES-ROSES – LES FALAISES, VEULES-LES-ROSES WCZORAJ I DZIŚ i SPACER PO ROUEN). Wiosna oczywiście nie zawsze bywa idealna, niestety marzec to jeszcze ciągle dość wcześnie, o czym opowiem Wam następnym razem – będzie o Toskanii, ale nie takiej słonecznej, tylko wietrznej, pochmurnej i deszczowej… bo takie właśnie mam szczęście do Toskanii. Mnie to jednak nie zniechęca! A poniżej kawałek ogrodów Villi Hadriana, bo lekko zboczyłam z głównego tematu ;)

DSC_0608

DSC_0600

DSC_0611

DSC_0613

DSC_0624

DSC_0625

DSC_0630

DSC_0640

  • Piękne, fascynujące miejsce, aż dech zapiera! Zgadzam się, że wiosna to najlepszy czas na podróżowanie, a przy okazji też najpiękniejszy czas roku. Dla mnie upalne lata mogłyby nie istnieć, za to całoroczną miłą wiosną bym nie pogardziła ;)

  • Coś niesamowitego. Zapierające dech w piersiach widoki, to istny raj na ziemi. Jestem zachwycona. Znaleźc się w takim miejscu, to spełnienie najskrytszych marzeń, dobrze, że dzięki Twoim zdjęciom mogę choć wirtualnie nacieszyć oko takimi cudami.

  • Ale tam pieknie :) Juz sie nie moge doczekac wakacji! :D

  • Jak tam jest pięknie !
    Pomyśleć, że przez 5 lat studiowałam filologię klasyczną uczyłam się o tych miejscach, czytałam te wszystkie łacińskie literatury a nigdy nie widziałam ich na żywo :(
    Trzeba będzie nadrobić, bo zdjęcia mnie zachwyciły.

    • Dziękuję, cieszę się, że dzięki zdjęciom naszło Cię na odrobinę refleksji ;) Trzeba nadrobić, koniecznie :)

  • Ciekawe miejsce, ciekawe, czy kiedyś tam trafimy bo na razie zwiedzamy inne rejony :)