Polska

Tatry, zima & przyjaciele

Ostatnio na blogu było dość słonecznie i nieco wiosennie, a wszystko za sprawą mojego ostatniego, kilkudniowego wypadu do Hiszpanii. Pora jednak powrócić na Ziemię i zrobić jakiś użytek z panującej jeszcze zimy, a chyba najlepszym na to sposobem są odwiedziny w miejscu, gdzie zima jest wyjątkowo urodziwa i malownicza, czyli w górach ! Należało spakować więc plecak, zgarnąć przyjaciół i w drogę, jedziemy w Tatry !

Z Krakowa pojechaliśmy do Zakopanego, a z Zakopanego prosto pod wejście do Tatrzańskiego Parku Narodowego. Wstęp kosztuje 5 zł, ale widoki, które czekają nas po wejściu, zdecydowanie warte są dużo więcej. Wstyd się przyznać, ale do TPN weszłam po raz pierwszy w życiu… Nigdy nie byłam szczególną fanką gór, ale ostatnio to się u mnie zmienia, a teraz już myślę, że zmieni się na dobre, bo po tej wizycie zdecydowanie chcę więcej !

Widzicie tą niewielką dziurę w zachmurzonym niebie, przez którą widać kawałek gór? Kilka sekund po zrobieniu tego zdjęcia po górach nie było już śladu, tak więc trzeba się spieszyć i ciągle rozglądać, żeby uchwycić TEN idealny moment.

Trasa przebiegła nam standardowo – my, nasze nogi, gotowe do poświęceń i wieeeele kilometrów do przejścia. Nie wiedząc dokładnie ile czasu będziemy maszerować, z uśmiechami na twarzy i kanapkami w plecaku ruszyliśmy przed siebie. Przejście trasy brama parku -> Morskie Oko zajęła nam… 4 godziny – trzeba było wliczyć w to moje co kilkuminutowe przystanki na robienie zdjęć i uzyskanie zadowalającego mnie efektu, jedzenie kanapek, czy po prostu wgapianiu się w niezwykłą urodę tego miejsca. Ewentualnie na zastanawianie się czy to, co nas otacza jest prawdziwe, czy namalowane. Bo czasami miało się wrażenie, że ktoś za chwilę zdejmie to malowane płótno i odsłoni prawdziwą, normalną rzeczywistość ;) Chodząc i podziwiając zimowe panoramy i pejzaże myślałam, jak Tatry wyglądają wiosną i latem, kiedy biel zmienia się w zieleń… Cóż, trzeba się o tym przekonać i wrócić tutaj w maju, kiedy lód pokrywający Morskie Oko zmieni się w wielki błękit.

Oczywiście miewaliśmy momenty typu „Boże, czy to całe Morskie Oko w ogóle istnieje?”, „Idziemy, idziemy i końca nie ma”, albo „Według drogowskazu do Morskiego Oka miało być 1h25, a idziemy już trzy godziny”. Szkoda tylko, że po dokładnym obejrzeniu tegoż drogowskazu na zdjęciu okazało się, że 1h25 to było… do najbliższego schroniska, a nie do Morskiego… także generalnie polecam dokładne przyglądanie się znakom i dostrzeganie na nich wszystkiego, a nie tylko tego, co chciałoby się dojrzeć, ha ha ;)

Zapas naleśników z nutellą zjedzony, uśmiechy jeszcze większe, niż zwykle ;)

Jeszcze jedną rzeczą, która niewątpliwie nam się udała to pogoda. Zapowiadało się dość deszczowo i ponuro, jednak wyżej po deszczu nie było śladu, a na trasie panował prawdziwie zimowy klimat. Temperatura była idealna, bo było coś około zera, więc szło się bardzo przyjemnie, nie było tego uczucia pękającej z zimna twarzy i sparaliżowanych mięśni… uff. Dodatkowo co jakiś czas pojawiało się słońce, co pozwoliło poczuć trochę inny klimat – kropelki topniejącego śniegu w połączeniu ze słońcem nieźle wyglądają na zdjęciach. Mieliśmy więc trochę tajemniczości (kiedy niebo było całkiem zachmurzone) i nieco alpejskiego klimatu wtedy, gdy nad szczytami pojawiało się trochę niebieskiego nieba.

Zrobienie zdjęcia bez ani jednej osoby przed sobą było sporym wyzwaniem, ale zastać konia w nieruchomej pozycji jeszcze większym ;)

Po kilkugodzinnym marszu udało nam się wreszcie dotrzeć do Morskiego Oka, tatrzańskiej perełki i celu naszej wędrówki. Zamarznięte jezioro, po którym można chodzić to niewątpliwa atrakcja, więc również i my postanowiliśmy z niej skorzystać i zejść na dół (a to nie było łatwe po lodowe schody nie wydawały się bezpieczną opcją, więc poszliśmy w lady kilku osób, które trzymając się lin jakoś zeszły na dół… była jeszcze możliwość zjazdu na pupie w specjalnie wyżłobionym korytku, ale wśród bandy odpowiednio do tego ubranych dzieciaków, trójka dorosłych ludzi zjeżdżających w taki sposób mogłaby wydawać się nieco groteskowa hmmm).

Po (w miarę) normalnym, choć komicznie wyglądającym, hiper ostrożnym zejściu do zamarzniętego jeziora nadeszła pora na chwilę zabawy ze śniegiem. Efekt możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach, choć przyznam, że największą radość przyniosło nam oglądanie grupy… hinduskich turystów, którzy chyba po raz pierwszy w życiu doświadczali zabawy na śniegu. Ich radość i to jak dosłownie pławili się w śniegu to chyba najlepszy dowód na to, że w zimie można bawić się wyśmienicie ;)

Scena aranżowana – Magdalena pozuje, Nicolas rzuca śnieg, a ja robię zdjęcie. Śnieg tak naprawdę nie padał wcale.

Po tej jednodniowej wycieczce mogę przyznać, że zakochałam się w górskich spacerach. Plan jest taki, że wracam tam w maju i robię mnóstwo wypełnionych zielenią zdjęć. Bo czasami wcale nie trzeba daleko jechać, żeby pobyć w rajskich miejscach, wiele takich miejsc jest w naszym kraju. I właśnie dlatego planuję trochę bardziej przyjrzeć się Polsce, trochę bardziej ją odkryć, bo na pewno na to zasługuje.

Rok 2017 niech będzie wiec rokiem głębszego poznawania własnego kraju i pielęgnowania przyjaźni. O ;)

Zapisz

  • Wow, podziwiam – widziałam na Tatromianiaku, że w zeszłym tygodniu było bardzo ślisko na szlaku :)

  • Tatry jak zawsze magiczne :)

  • Hay Monka

    Doskonale uchwycone momenty. I są moje ukochane koniki <3

  • Ciekawe zdjęcia ;)

  • Czy jestem jedyną osobą na świecie, która nie była jeszcze w Tatrach zimą? Pięknie, zazdroszczę! Jeśli zima utrzyma się do kwietnia, to w końcu pojadę! :)

  • Monia

    Ehh, bardzo chętnie pojechałabym w góry, dawno już nie byłam…:) Piękna, przepiękne zdjęcia!!:)

  • I tak bez czapek daliście radę? ;) zuchy! W życiu nie chodziłam po górach zimą, ale jak widać można się świetnie bawić… może kiedyś. A swoją drogą – to jest właśnie bardzo ciekawe, kto określa ten czas przejścia, który jest potem napisany na strzałkach? Mi się też NIGDY nie zgadzało. Przepiękne zdjęcia – pewnie wszyscy Ci to piszą, ale tak wlasnie jest! Pozdrawiam serdecznie ;)

    • Przyznam, że po jakimś czasie założyliśmy czapki, ale było względnie ciepło, dlatego czapek od początku nie mieliśmy ;) Dziękuję bardzo za komplement odnośnie zdjęć :)

  • Dominika B

    matko! :D zdjęcia są cudowne! Uwielbiam nasze Tatry <3
    http://czynnikipierwsze.com/

    • Ja już teraz też je uwielbiam, czasem wydaje mi się, że do miłości do gór trzeba dojrzeć, bo jako dziecko prawie zawsze woli się morze – tak też było w moim przypadku :D

  • Pięknie, ja bardzo kocham góry, a w szczególności Tatry. Każda pora roku ma swój urok.

  • Latem jest tam też przepięknie, byłam w ubiegłym roku po raz pierwszy od niepamiętnych czasów właśnie letnią porą i stwierdziłam, że bardzo mi tam odpowiada. A całkiem niedawno wróciłam z zimowego wyjazdu, głównie na narty, ale czas na spacer do Kalatówek i Doliny Strążyskiej też się znalazł. Miło było dzięki Twoim zdjęciom przypomnieć sobie ten cudny krajobraz!

  • Julia Wąsicka

    Prześliczne zdjęcia! Czym robione?
    Mój M nie daje się namówić na góry zimą, chociaż bardzo bym chciała.
    Po Waszych minach nie widać żebyście wrócili niezadowoleni…
    Pozdrawiam, Jula

  • Pięknie!

  • Och, piękne Tatry :) Wiele razy byłam tam latem i jesienią, ale zimą jeszcze nigdy. A widzę, że też się cudnie prezentują :)

  • Ja jeszcze nie byłam w okolicach Morskiego zimą. Jeszcze, bo na pewno zostanie to nadrobione 😉 Góry są przewspaniałe, że ale zimą podobają mi się najbardziej. Mają w sobie taki majestat i surowość 😍
    Piękne zdjęcia robisz (: