Węgry

Sierpniowy Budapeszt

W końcu nadszedł czas na państwo inne niż Włochy i Francja, a mianowicie upalne, sierpniowe Węgry i ich stolicę – Budapeszt. Wybraliśmy się tam w minione wakacje, żeby odwiedzić naszą erasmusową współlokatorkę, która pochodzi z Budapesztu i i tutaj właśnie mieszka. Bo kto mógłby nam pokazać nam miasto lepiej, niż jego mieszkaniec?

Jeżeli chodzi o zwiedzanie, nie był to najintensywniejszy pod względem turystycznej bieganiny czas, pewnie głównie z powodu pogody… trafiliśmy wówczas na punkt kulminacyjny najbardziej upalnego okresu w Budapeszcie, więc naturalnym był fakt, że trochę nas to rozleniwiło – do tego stopnia, że gdy przechodziliśmy obok kąpieliska „na zewnątrz”, po prostu chciało mi się płakać, jak małe dziecko, kiedy chce polizać lizaka, a ten jest za szybą… Mieliśmy to „szczęście”, że nasza koleżanka jest dość zorganizowaną osobą i trochę nas poganiała, żeby iść dalej, bo gdyby nie to, prawdopodobnie zasiedlibyśmy na cały dzień na wyspie Małgorzaty ze stopami w fontannie z zimną wodą, która wtedy okazała się być małym błogosławieństwem.

Gdzie więc nasze rozleniwione upałem nogi nas podczas tych kilku dni zaniosły? Oczywiście pod najważniejszy i najbardziej majestatyczny w całym mieście budynek Parlamentu – widzieliśmy go zarówno od strony zewnętrznej, jak i wewnętrznej, skusiliśmy się na wizytę z przewodnikiem. Moczyliśmy również stopy w fontannie na wyspie Małgorzaty, o czym już wcześniej wspominałam – ale nie, nie jest to jakiś tajemniczy rytuał, na jaki może brzmi :) po prostu było nam gorąco… Poszwendaliśmy się też po samej wysepce i naoglądaliśmy półnagich mieszkańców Budapesztu w różnym wieku, szukających ochłodzenia gdzie tylko się da… I mówię tu raczej o mężczyznach. Jeżeli chodzi o pogodę to był upał, ale zdarzyły się też dwie burzowe ulewy – w jednej zmokliśmy do suchej nitki, biegając żwawo po ulicy Erkel (ulicy restauracji, pubów i kawiarni, tuż obok naszego hostelu). Widzieliśmy też słynny Plac Bohaterów (Hősök tere), zamek Vajdahunyad, który znajduje się bardzo blisko Placu Bohaterów, następnie gotycki kosciół Macieja (miejsce koronacji królów Węgier), Basztę Rybacką (Halászbástya), Zamek Królewski i starówkę. Przejechaliśmy się Milenijną Koleją Podziemną metra M1 – to druga (zaraz po londyńskiej) najstarsza linia metra w Europie! Tą kolejką dojechaliśmy do słynnych budapesztańskich term (Budapeszt to miasto, które słynie z obecności tych właśnie naturalnie ciepłych kąpielisk) – basenów o właściwościach leczniczych, usytuowanych najczęściej w atrakcyjnych architektonicznie budynkach. My przeznaczyliśmy na łaźnie cały jeden dzień i wybraliśmy Łaźnie Szechenyiego (Széchenyi Fürdő). Jest to największy kompleks term i basenów w Europie, położony w parku Városliget. Tamtejsze wody zawierają wiele cennych minerałów, które pomagają na schorzenia takie jak choroby stawów, brak wapnia w kościach, problemy z żołądkiem, czy nerkami. Kompleks dzieli się na część zewnętrzną i wewnętrzną, do wyboru mamy multum basenów z wodą o różnych temperaturach,od gorącej, do letniej, aż po lodowatą (jak możecie się domyśleć ten basenik był pusty… wiadomo dlaczego, nawet w tak ciepłe dni nie było wielu chętnych ;) ) Jeśli będziecie w Budapeszcie, wybierzcie się do tej łaźni koniecznie!

Jeżeli chodzi o kulinarną część naszej małej wyprawy, to mimo upałów zajadaliśmy się węgierskimi specjałami, czyli gulaszem, kurczakiem z sosem paprykowym, kluseczkami i leczo, a wszystko popijaliśmy pysznym tokajem. To był pierwszy raz kiedy spróbowałam tego wina i od tamtej pory chętnie po nie przy różnych okazjach sięgam, bo jest pyszne!

Na uwagę zasługuje też transport z Krakowa do Budapesztu – za bilety autobusowe daliśmy jedynie 120zł w obie strony. Szukajcie okazji na Luxexpressie ;)

20150815_121713

20150815_152953

20150815_152846

20150815_153321

20150817_152925

20150817_152929

20150815_152948

20150815_153248

20150816_181838

20150815_154053

20150816_172110

 

20150816_172724

20150817_151720

20150815_142140

20150817_143754

 

 

 

  • Wspaniałe zdjęcia ciekawa relacja

  • Cudowna architektura :)

  • To faktycznie śliczne miasto. Czy koszt pobytu w Budapeszcie jest wysoki? Lubię tu do Ciebie zaglądać, jestem stacjonarnym typem człowieka, ale dzięki Twoim relacjom mogę zwiedzić kawałek Europy :D

    • No to miło mi w takim razie, cieszę się bardzo :D A co do Budapesztu to powiedziałabym, że do najtańszych nie należy… plus straciłam zupełnie rachubę finansową i kontrolę nad tym ile wydaję poprzez inną walutę… forinty to pieniądze o dość wysokich nominałach i jak płacisz za wszystko w tysiącach to ciężko się potem połapać, do dzisiaj się czasem zastanawiam ile ja tak naprawdę tam wydałam :D

  • Super relacja. I przestańcie dookoła kusić mnie tym Budapesztem bo zwariuję ! :P

  • Bardzo fajnie ogląda się wasze zdjęcia. Na mnie Budapeszt też zrobił wrażenie. Wprawdzie zwiedzałam go w trochę bardziej niesprzyjającą pogodę, ale to kolejna wymówka do tego żeby tam wrócić ;)

  • Rozmarzyłam się…. :)

  • Tyle razy wybierałam się w te rejony, i jakoś nie mogłam się zorganizować :) Po przeczytaniu Twojej relacji, jestem całkowicie nastawiona i zorganizowana aby wyruszyć do Budapesztu :)

  • Po Budapeszcie mam wspaniałe wspomnienia! Jedno z najpiękniejszych Europejskich miast :). Jednak Rzymu mi nic nie zastąpi ;)

  • No jakbym o swoim wyjeździe do Budapesztu czytał. ;) Też w te wakacje, też w sierpniu i też doskwierał nam niemiłosierny upał. Przez większość pobytu na Węgrzech nie było to problemem – pojechaliśmy się byczyć w basenach termalnych. Ale jednego dnia stwierdziłem, że nie – nie może tak być, że jesteśmy sto kilometrów od stolicy i nie zobaczymy tego miasta. Spakowaliśmy z dziewczyną wodę w plecaki i jechaliśmy pociągiem. Woda, niestety, skończyła się bardzo szybko. A nasze bogate plany na zwiedzanie musieliśmy okroić o przynajmniej 1/4, bo upał był po prostu wykańczający. ;) I tu kolejna część wspólna – w końcu stwierdziliśmy, że mamy dość. Więc godzinę siedzieliśmy na tyłkach na jakimś skwerku w okolicach parlamentu i moczyliśmy nogi w fontannie. Ale miasto śliczne, totalnie. ;)

    • No w takiej sytuacji to też by mi nie dało spokoju i prędzej czy później też znalazłabym się w Budapeszcie :)

  • Marzy mi się podróż do Budapesztu. Piękne zdjęcia pokazujesz :)

  • Pingback: VILLE DI TIVOLI – VILLA ADRIANA – Katarzynatuitam()