Tajlandia

Rajskie obrazki | Trzy wyspy Tajlandii

Po kilku dniach w chaotycznym Bangkoku nadszedł czas na wyspy, czyli na to, na co czekałam najbardziej. Do tej pory egzotyczną konfigurację morza, jasnego piasku i palm widziałam tylko na pocztówkach, teraz takie pocztówki mogłam zrobić sobie sama. Nareszcie !

Jako cel podróży obraliśmy trzy wyspy – Koh Tao, Koh Samui i Phuket (ale tylko ze względu na lotniczy transfer do Kambodży). Marzyłam o tym, żeby znaleźć się w końcu daleko od miejskiego zgiełku, stanąć na gorącym piasku, wykąpać się w morzu i postawić na chillout. Na plażowaniu spędziliśmy więcej czasu, niż zakładaliśmy na początku, ale ja wcale tego nie żałuję (choć moja poparzona skóra mogła żałować).

Na początek zabawna historyjka – jak dostać się z Bangkoku na wyspy? Można iść na przykład do agencji turystycznej i dać się zrobić w konia sympatycznemu panu Nuiowi (pan Nui był właścicielem pewnego biura turystycznego w Bangkoku). Skusiliśmy się na ofertę tegoż pana, bo jak sam mówił, pociąg miał dojechać na wyspy w środku nocy, a na prom trzeba by było czekać do rana, podczas gdy jego transport dojeżdża na miejsce dopiero o świcie. Na wyspy pojechaliśmy wypasionym autobusem, a kiedy dojechaliśmy… był środek nocy. I czekamy sobie jakieś trzy godziny do świtu, po czym podjeżdża taksówka i zawozi nas dosłownie 100 m (!) dalej na prom. Całe zajście zostało skomentowane przez nas jednym zdaniem: Beka w Nui. Ale przecież najważniejsze, że dojechaliśmy, nie? Przewoźnik ze swojego zadania się wywiązał, a to, że pewnie szczegóły zataił, żebyśmy tylko u niego kupili transport, to już przecież nieistotne ;)

Na Koh Tao płynęliśmy promem około dwóch godzin. Widoki, którymi zachwycałam się po drodze tylko rozbudziły mój apetyt na więcej. Zdjęć niestety nie posiadam, bo aparat zagrzebany był gdzieś w czeluściach bagażowych. Widokami na miejscu rozradowana byłam na tyle, że nawet nie czułam tego palącego żaru, który lał się z nieba. A po dwóch kilometrach marszu do hotelu (z całym podróżniczym ekwipunkiem na plecach) dało się go boleśnie odczuć.

Jak wygląda plaża na Koh Tao?

Pierwsze, co mnie zdziwiło to fakt, że w drugiej połowie października jest jeszcze bardzo mało ludzi. Sezon rozpoczyna się w listopadzie/grudniu, więc plaże były jeszcze niemal puste. Spodziewałam się, że może być mniej turystów, ale aż tak mało? I dobrze. Mówimy nie zatłoczonym plażom !

Druga kwestia – WODA. Letnia, z początku jak orzeźwiający (a nie mrożący) prysznic, a później dosłownie ciepła (sok termiczny nam nie grozi). Można było siedzieć w niej godzinami. Ja od dziecka uwielbiam wodę, to tu na nowo poczułam się jak rozbawiony młodziak. Wszystko wyglądało dokładnie tak, jak na pocztówkach, ale jednak mimo wszystko uważam, że kolor wody zawsze jest podrasowany. A zwłaszcza kolor wody przy brzegu. Woda nie była krystaliczna, bo to przecież zatoka, ale nie marudźmy, no ;)

Jedyne zdjęcie z plaży, na którym jestem ja.

Kolor wody zdecydowanie większe wrażenie robi z góry. Wybraliśmy się na jeden z punktów widokowych, skąd mogliśmy podziwiać ten rozległy turkus. Nie powiem jak bardzo się wymęczyłam wchodząc tam i nie powiem ile pieniędzy z turystów ściągają tubylcy za każde przekroczenie kolejnego po drodze krawężnika. Nie jest to majątek, ale sytuacja dość denerwująca, bo nie wystarczy zapłacić raz. Trzeba przynajmniej trzy, a przecież jak już raz, czy dwa zapłacisz to i tak już jesteś z kasą do tyłu, więc płacisz kolejny i chcesz w końcu dotrzeć na górę.

Mimo trudności przy wspinaczce na górę, widoki wynagrodziły mi wszystko.

A całe dnie upałów i przebytych pieszo kilometrów rekompensowało nam zachodzące w TAKI sposób słońce:

Koh Tao to moja ulubiona z trzech wysp, które odwiedziliśmy. Nie była zatłoczona, jednak turystyczny ruch był widoczny. Tak lubię, bo wszystko w granicach zdrowego rozsądku. Restauracje, sklepy, dużo straganów z pamiątkami, kartkami, ubraniami etc., ale czuć było, że to jeszcze raczkujący sezon. Nie mogliśmy trafić lepiej. Koh Tao było spoko !

Z Koh Tao przemieściliśmy się na Koh Samui. A Koh Samui, a właściwie część wyspy w której my przebywaliśmy to już zupełnie inna historia. Koh Samui to było odludzie. Totalnie wiejski klimat, idealny dla kogoś kto potrzebuje resetu i wyciszenia. To idealne miejsce do obserwowania tutejszego życia, gospodarstw, małych gastronomii, rodzinnych biznesów i… przybyszów z Europy, Ameryki, którzy tam żyją i prowadzą gospodarstwa agroturystyczne, czy hostele. Mieliśmy nawet przyjemność nocować u… naszych wschodnich sąsiadów z Ukrainy, którzy mieszkają tam na stałe i żyją z hotelarstwa. Wynajęliśmy u nich domek z bezpośrednim dostępem do basenu i grilla (ah Polaczki się ucieszyły – wieczorem grill zapłonął !), a ja spełniłam swoje małe marzenie –  żeby rozpocząć dzień od wskoczenia do basenu gdzieś na jakiejś rajskiej wyspie.

I pomyśleć, że za taki nocleg i to jeszcze na drugim końcu świata płaci się grosze. Serio ! Noclegi w Tajlandii są dość tanie.

No ale co tam słychać na dzielni? Oprócz ćwierkania ptaków, poszczekiwania psów, rechotu żab, muczenia paplających się w błocie krów, czy przejeżdżającego od czasu do czasu skutera, to niewiele. Plaża na Koh Samui była nieco zaniedbana, widzieliśmy może kilku turystów, za to koło naszych ręczników biegały koguty (niestety nie załapały się na żadne zdjęcie) ! ;)

Oprócz plaż, dość popularną atrakcją na Koh Samui jest wodospad Namuang Watefrall, do którego trzeba dojechać taksówką. Koh Samui to spora wyspa i raczej nie ma szans na poruszanie się pieszo. Do wodospadów jechaliśmy jakąś godzinę. To miejsce, gdzie możemy nakarmić słonie (niestety to wątpliwa forma rozrywki, sam widok uwiązanego łańcuchami słonia też, więc na ten temat nie będę się rozpisywać), czy pooglądać mieszkańców wyspy podczas pluskania się w wodospadach. Turystów w tym miejscu było więcej, niż choćby na plażach, ale na kąpiel nikt się nie skusił.

Ciekawy, lecz moim zdaniem zdaniem nieobowiązkowy punkt podczas pobytu na Koh Samui. A już zupełnie nieobowiązkowym obiektem do zobaczenia na tej wyspie jest tak zwana Skała Dziadka o oczywistym kształcie. Nie ma to jak zrobić z tego atrakcję turystyczną ;) Jednak okolice tego obiektu były trochę „żywsze”, niż te, w których zarezerwowaliśmy nocleg.

Koh Samui zupełnie przypadkowo puentuję tym zdjęciem, bo pobyt na niej był całkiem w porządku :) Jednak lepiej oceniam Koh Tao.

Ostatnim punktem na naszym tourze po wyspach był Phuket. Wyspa Phuket a nie miasto Phuket, które nie cieszy się dobrą sławą. Wybraliśmy tę wyspę ze względu na znajdujące się tam lotnisko, z którego mieliśmy później samolot to Kambodży. Przebywaliśmy w okolicach lotniska, bo tam zarezerwowaliśmy hostel, żeby mieć blisko, więc samo otoczenie nie było zbyt ciekawe – kilka sklepów, restauracji, ruchliwa ulica. Byliśmy za to blisko Parku Narodowego Sirinat, do którego wstęp był drogi (ok. 20 zł), ale plaża była przyjemna (i pusta) ! Woda czystsza, niż na poprzednich wyspach i o ładniejszym, turkusowym kolorze. Widok psuły jedynie leżące w niektórych miejscach plastikowe butelki.

udało mi się go złapać (na zdjęciu oczywiście) w ostatniej chwili ;)

Ciekawą atrakcją było również to, że pas startowy lotniska na wyspie Phuket kończy się tuż przy plaży. Leżąc na piasku można oglądać startujące samoloty. A my idziemy przed siebie i przez jakiś czas nie było na drodze żywego ducha. Lubię to ! O takie wakacje walczyłam.

 

A z wysp, jak już pisałam wcześniej, polecieliśmy do Siem Reap w Kambodży. Zanim jednak pojawią się wpisy z Kambodży, pokażę jeszcze Ayutthayę, czyli dawną stolicę Tajlandii. A kto jeszcze nie widział zdjęć z Bangkoku, tego zapraszam do poprzedniego wpisu :

http://katarzynatuitam.com/wstep-azji-bangkok-chaos/

  • Niedawno sam wróciłem z Tajlandii – też był Bangkok i 3 „wyspy” – Krabi, Koh Phi Phi i właśnie Phuket. Krabi i Koh Phi Phi polecam Ci na następną wycieczkę – przepiękne. Choć mocno turystyczne, to w przyjemny sposób. Najgorzej wspominam Phuket właśnie ze względu na nastawienie turystyczne, ale w ekstremalnym stopniu nachalności ;) Poza tym I LOVE THAILAND!

  • Super zdjęcia, mega zazdroszczę podróży :) Tajlandia jest na mojej liście.

  • Piękne widoki, zwłaszcza gdy u nas zimno i plucha. :)

  • Ale cudnie! Przeczytałam od deski do deski, napatrzyłam się na piękny turkus i … cóż. Na razie wakacji nie planuję, ale chyba odkurzę zdjęcia z ostatniego wyjazdu do Włoch i może skrobnę jakieś wakacyjne wspomnienie. A co! ;) A w temacie Tajlandii: zdradzisz ile Was kosztowała ta fajna miejscówka z basenem? :D

  • Anna Koronowska

    Poleciałabym tam, Skałka Dziadka wymiata ;)

  • Joanna Tkaczyk

    To wygląda jak spełnienie wszystkich marzeń. Tajlandia nie była na mojej liście, aż do teraz :D

  • Piekna relacja i cudowne zdjęcia! Kolejny raz trafiam na Tajlandię- to chyba przeznaczenie! :-)

  • Justyna Szmuc

    Świetne widoki! Pozdrawiamy http://www.na-szczyt.pl