Polska

W Polskę ! | Wrocławskie przestrzenie

Jednym z moich postanowień na ten rok (ah te postanowienia) było poświęcenie większej uwagi Polsce, polskim miastom, w których jeszcze nie byłam, ale nie tylko miastom. Czemu nie poznać lepiej swojego kraju i miejsc, do których ma się tak blisko? Na pierwszy ogień nieznanych mi dotychczas polskich miejsc idzie Wrocław. To będzie ekspresowy Wrocław. Wrocław na jeden dzień.

Na samym początku się z Wrocławiem nie polubiłam. Nie wiedziałam, jak dotrzeć do Rynku, mimo tego, że mapa pokazywała, że jestem od niego jakieś 200m. Bo spacer po Wrocławiu chciałam zacząć właśnie od Rynku. Standardowej, najważniejszej miejscówki w każdym większym mieście. Kiedy w końcu się udało, odetchnęłam z ulgą, ale wciąż byłam zła (chwilę wcześniej zdarzył się mały ekhm wypadek, a mianowicie mój telefon wylądował z toalecie. Tak tak, zanurkował. W momencie pisania tego posta wszystko już z nim ok, obyło się nawet bez suszenia w ryżu, ale wtedy nie było mi do śmiechu, więc rzuciło się to na zwiedzanie miasta i niemożliwość kręcenia instastories :D)

Tak więc mniej więcej tak zaczął się dla mnie dzień we Wrocławiu. Od razu wyszłam z założenia, że nie chcę by to był typowo turystyczny dzień. Że tylko Rynek, Ostrów Tumski i to wszystko. Starałam się wyszukać takie miejsca, które będą nie tylko oryginalne, ale przede wszystkim kolorowe. Tak, miałam potrzebę chłonięcia kolorów. Na szczęście w dzisiejszych czasach przewodniki po danym mieście nie oferują nam tylko stałych, przetartych szlaków, ale wskazują jak z tego szlaku zejść. I udało mi się odnaleźć kilka miejsc, które widoczne są dopiero po zejściu z głównej trasy.

Na trasie Dworzec – wrocławski Rynek, czyli prawdopodobnie pierwszej miejskiej trasy dla przyjezdnych, możemy skorzystać z podziemnego przejścia. Można pomyśleć no wielkie mi rzeczy. Ale Przejście Słodowe to przejście z wyjątkowym, kafelkowym muralem, stworzonym przez artystów z całego świata i wrocławską ASP. Cześć w kilkunastu językach i malunki na ceramice nadają temu miejscu ciekawy klimat. Wokół tego miejsca krąży ostatnio sporo kontrowersji, jedni chcieliby, żeby to miejsce zlikwidowano, drudzy chcą zostawić. Po co likwidować, no ja się pytam?!

Pierwsza, od razu rzucająca się w tym mieście rzecz to fakt, że jest to dużo przestrzeni. Dużo więcej, niż na przykład w Krakowie. Rynek to jedno, tu nie trzeba dyskutować, ale samo miasto to drugie. W Krakowie (czyli mieście, w którym mieszkam, dlatego to porównanie) wszystkie ulice są dość ciasne, a już na pewno te, które znajdują się w centrum. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale po odwiedzeniu Wrocławia zdecydowanie to zauważyłam. Przestrzeń i jeszcze raz przestrzeń ! A czy tylko mnie dziwią współczesne bloki mieszkalne tuż praktycznie tuż przy Rynku? No cóż, każde miasto ma własną historię :) Niemniej jednak to bardzo oryginalne i nigdzie wcześniej czegoś takiego nie zaobserwowałam.

Sam Rynek oczywiście zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Przestrzenny, kolorowy, głośny, czyli taki, jakim Rynek być powinien. Wrocław, Rynek masz spoko.

A późne śniadanie zjadłam w Charlotte. Bo blisko od Rynku, bo sprawdzone (przynajmniej w Krakowie) miejsce, nieco mniej zatłoczone, niż w Krakowie, w bardzo estetycznym miejscu. Piękne podwórze !

Na wrocławskiej Charlotte trochę się zawiodłam, obsługa była mniej miła, niż w Krakowie, dostaliśmy zimne jajko sadzone. Ale śniadanie Charlotte siadło jak zawsze. Fajną macie lokalizację w tym Wrocławiu, Charlotte :) Wybaczamy zimne jajko i brak przepraszam.

Posileni dobrym pieczywem ruszamy dalej. Kolejną pozycją do odhaczenia na mojej to see liście było kolorowe podwórko przy ul. Roosevelta. Pełne dobrego, ulicznego malarstwa i fajnych ciekawych instalacji. Ale to, co najbardziej skłoniło mnie do odwiedzenia tego nieco ukrytego miejsca, to… namalowane na ścianie budynku psy, które zamieszkują to osiedle ! Dla mnie jako osoby, która nie przejdzie obojętnie obok żadnego psa, to niezły rarytas. Uwielbiam psy i każdy, kto zna mnie prywatnie, ten wie :)

Przyznam, że dojście do tego podwórka wcale nie jest łatwe, to miejsce znajduje się zupełnie poza ścisłym centrum miasta. My dojechaliśmy tam częściowo tramwajem, częściowo doszliśmy na piechotę. Trochę marszu i… było warto ! Kawał dobrej, artystycznej roboty w nietypowym miejscu, bo nie w galerii sztuki, tylko na osiedlu (trochę przypominającym osiedla warszawskiej Pragi).

Podczas oglądania piesków zaczepił nas jeden z mieszkańców tego osiedla z pytaniem, czy chcemy zobaczyć, który pies jest jego (ściana z wejściem do klatki, pierwszy piesek z lewej strony, na samej górze) i dodał, że on bardzo kocha zwierzęta, ludzi w sumie też, ale ludzie czasem są źli ;) Życzył dużo zdrówka i poszedł w swoją stronę.

A co później? Kolejnym miejscem z listy jest Ogród Japoński, który trochę mnie zawiódł, bo myślałam, że będzie większy. Że spacer po nim potrwa trochę dłużej. Za wstęp płacimy 4zł, ale nie chcę tu robić aluzji stosunku jakości do ceny, bo nie o to mi chodzi. Ja wcale nie żałuję, że tam poszłam, zwłaszcza, że okolica Ogrodu Japońskiego, czyli Hala Stulecia, Park Szczytnicki, to też fajne miejsce do spędzenia czasu. Po krótkim spacerze po ogrodzie, to właśnie przy Hali zrobiliśmy sobie krótką przerwę na odpoczynek, wypicie bezalkoholowego mojito, krótką drzemkę (tak, to dobre miejsce, żeby zrobić sobie tu na przykład piknik). A wszystko to w towarzystwie kwitnących kwiatów i ciepłego, wiosennego słońca. Kwietniu, byłeś wyjątkowo łaskawy w tym roku !

A gdzie poszliśmy jeść? Serdecznie polecam Piec na Szewskiej (ul. Szewska, element zaskoczenia, bardzo blisko Rynku). Bardzo dobra, neapolitańska pizza z grubymi brzegami. Mniam ! Kto lubi pizzę neapolitańską, ten rozumie. Samo wnętrze może wrażenia nie robi, jest dość hmm, barowe (nie mówię, że złe ;))? Ale za to pizzą nadrabia i to przecież o nią tutaj chodzi. Zdjęć tego miejsca nie mam, bo wciąż głupio czuję się wtykając aparat w talerz (już prędzej telefon, który jest mniej inwazyjny).

A co było ostatnim punktem na krótkiej liście do zobaczenia w jeden dzień? Klubogaleria NEON SIDE, czyli podwórko (tak, znów podwórko) urozmaicone tym razem nie malarstwem, a neonami. Również blisko Rynku, na ul. Ruskiej 46C. Miejsce to odwiedziliśmy dwa razy, późnym popołudniem i niedługo potem, już po zmroku, żeby zobaczyć, które neony będą nam świeciły/migały.

Ja osobiście uwielbiam takie miejsca, małe miejskie perełki, które może i zabójczo piękne nie są, ale mają w sobie coś oryginalnego. A to miejsce zdecydowanie ma to coś. Szkoda, że nie wszystkie neony się zaświeciły, jednak tych kilka też dawało miły dla oka efekt.

Na koniec tej pogadanki dodam jeszcze, że Wrocław to dla mnie takie zachodnie miasto (no, leży przecież w Zachodniej Polsce, wow !), ale chodzi mi o klimat. Totalnie inny, niż na przykład w Krakowie, jak już zresztą mówiłam wcześniej. Dużo miasta w mieście, miejskiej przestrzeni, szerokie ulice, nietypowe miejsca. Wrocław wydaje mi się fajnym miastem do życia. Nie ma tu tylu turystów, jest więcej miejsca. Na pewno chętnie tutaj wrócę. Jak na pierwszy raz to Wroclove !

Przypomniało mi się przy okazji, że mam do pokazania zaległą Hagę, która pewnie pojawi się wkrótce (a przecież w Holandii byłam jeszcze w zimie… więc w porę). Może powiać chłodem :) Ale zaraz później pojawią się zdjęcia z tegorocznej wiosny – dużo kwiatów, wycieczka rowerowa, piesza i inne migawki. Bo tegoroczna wiosna jest tak ładna, że zasługuje na osobny wpis ;)

  • Warsztat Podróży

    Wrocław jest piękny

  • Asia/ LemurPodróżnik

    Polubiliśmy się z tym miastem:)

  • Jako dzieciak bywała często we Wrocławiu – pamiętam najlepsze lody na rynku i krem sułtański. Piękne miasto

    • A co to za lody? ;) Może ta lodziarnia jeszcze istnieje? Fajnie mieć takie słodkie wspomnienia, ja też takie uwielbiam !

  • Mo.

    Jak ja sobie postanowiłam, że muszę więcej podróżować po Polsce to też na pierwszy ogień poszedł Wrocław, z tą różnicą, że ja obrałam tę bardziej znaną i oczywistą trasę ( m.in. Rynek i krasnale :) ). Jestem zachwycona tym kolorowym podwórkiem a jako miłośniczka psów uważam, że takie psie ściany powinny powstawać w całej Polsce i na każdym podwórku być elementem obowiązkowym :). I widzę też tam „skrawki” mojego ulubionego Klimta co daje temu miejsce jeszcze więcej magii.

    • Ja w tym roku serio zamierzam się tego postanowienia trzymać ;) I Wrocław to był piękny początek realizacji tego postanowienia ! A krasnali widziałam tak mało, że chyba muszę tam jeszcze wrócić i znaleźć najsłodszego krasnalka :D Widziałaś może tego koło dworca? Uroczy krasnal wsiadający do autobusu, mega ;)
      A co do „psich ścian” to masz całkowitą rację !