Włochy

Montepulciano czyli pod chmurami Toskanii 2

Ostatni przystanek ostatniego pobytu we Włoszech to Montepulciano w Toskanii. Miało być słonecznie, ciepło i wiosennie, a wyszło wietrznie, pochmurno, do tego stopnia, że połamało mi parasol. Czyli jednym zdaniem – tak samo jak poprzednim razem w Toskanii, dlatego post nazywa się tak a nie inaczej. My jednak się nie poddaliśmy i w towarzystwie deszczu włóczyliśmy się po miasteczku, podziwialiśmy toskańskie panoramy, szukaliśmy idealnych pamiątek, smakowaliśmy vino nobile i najlepszą panna cottę jaką w życiu jadłam.To moje drugie w życiu spotkanie z Toskanią, po raz pierwszy, gdy tu dotarłam, odwiedziłam Florencję, Pizę i Lukkę (pisałam o tym tutaj). Była to zima, końcówka listopada, więc pogoda nie rozpieszczała. Tym razem nie było inaczej, bo początki wiosny, a właściwie końcówki zimy bywają równie kapryśne. Żeby nie siać niepotrzebnego pesymizmu (post o Toskanii i pesymizm? No nie może być ;) ) wyrażę nadzieję, że kolejny raz w Toskanii będzie słoneczny i ciepły. Wszelkie niedogodności związane z pogodą zostały nam z powodzeniem wynagrodzone pięknymi (choć niewyraźnymi i mglistymi) pejzażami natury i miasta. Do tego degustacje lokalnych przysmaków w postaci wina nobile di Montepulciano, talerza pici al ragù alla toscana (pici to rodzaj toskańskiego makaronu zrobionego z semoliny durum, wody i soli), i przepysznej panna cotty (bo kto by się nie skusił na deser…) – bez cienia wątpienia przyznam, że to była najlepsza panna cotta, jaką w życiu jadłam.

Do Montepulciano jechaliśmy pociągiem z Rzymu (z przesiadką w Chiusi), całość drogi zajęła nam jakieś 2 godziny. Po przyjeździe na miejsce okazało się, że pociąg zatrzymuje się w Montepulciano, ale części „współczesnej”, gdzie są tylko mieszkania, jakiś targ i nic więcej, do tego właściwego Montepulciano trzeba było podjechać jeszcze autobusem. Ostatecznie okazało się to nie takim najgorszym rozwiązaniem, bo widoki za oknem były całkiem znośne ;) A na miejscu zastaliśmy takie oto kamienne miasto:

DSC_0654

DSC_0656

DSC_0657

DSC_0668

DSC_0676

DSC_0678

DSC_0679

DSC_0684

DSC_0691

DSC_0697

DSC_0700

DSC_0707

DSC_0715

DSC_0711

DSC_0709

Przyznam się bez bicia, że kolory pierwszego i ostatniego zdjęcia to efekt mojej zabawy w photoscape. W rzeczywistości ten piękny pejzaż zakryty był szarą mgłą, a zieleń praktycznie na zdjęciach nie występowała. Chciałam zobaczyć zieloną Toskanię, nie zbaczyłam, więc sobie ją sama „namalowałam” ;)

  • Cudnie! Nawet deszczowa pogoda nie odebrała uroku Toskanii :) Marzy mi się podróż w tę część Europy i mam nadzieję, że niedługo zrealizuję ten plan ;)

  • Pięknie! Od 8 lat nic się nie zmieniło. Bardzo podobało mi się niedaleko San Gimignano! Ach Toskania…

  • Piękne zdjęcia, dzięki takim blogom zwiedziłam już chyba cały świat :) pozdrawiam i zapraszam do nas http://siostrydajarade.blogspot.com/2016/03/ksiega-wyzwan-dasha-i-lily-rachel-cohn.html

  • Pomimo braku słonecznej pogody zdjęcia bardzo klimatyczne i zachęcające. Ja we Włoszech byłam wieki temu, więc tym bardziej miło się czyta i ogląda zdjęcia.

  • Ale sie usmialam czytajac Twoj wpis. Mielismy dokladnie taka sama pogode jak trzy lata temu bylismy w Montepulciano. Nie rozstalismy sie z parasolkami ani na chwile. Miasto bylo spowite magiczna mgla, co tylko dodawalo mu uroku. Nie powiem, chetnie wybralabym sie raz jeszcze, aby moc podziwiac te piekne widoki w promieniach slonca.

  • To ciekawe, że chętnie fotografujemy ruiny domów za granicą a nasze ruiny są wciąż ruinami, których widzieć nie chcemy. Ciekawe, czy tamtejsi miejscowi mają podobne odczucia ;)

  • Cudowna Toskania, aż chce się tam teraz być!

  • Italia jest piękna i zawsze będzie! Zdjęcie z parasolem oddaje klimat deszczowej pogodzie super :)

  • Jednak słońce powinnom towarzyszyć podróży do Włoch, na szczęście wino i kuchnia ratują sprawę. Świetne to zdjęcie pary z parasolem, epickie.

  • Panna cotta wygląda bosko. Jadłabym! :) A pozostałe zdjęcia też cudowne. Nie wiem, czy nie ciekawsze niż te słóńcem. Słońce w Toskanii? Nuda! ;) Pozdrawiam.