Kambodża

Cienie i blaski Azji | Siem Reap & Angkor Wat

Kambodża, Siem Reap i Angkor Wat… Jeszcze rok temu bym nie pomyślała, że kiedykolwiek się tam wybiorę. Ten kraj nigdy nie był na mojej liście miejsc do zobaczenia, ani nigdy mnie szczególnie nie pociągał. W ogóle cała Azja mnie wcale nie pociągała. A jednak – będąc w Tajlandii, czyli najbardziej turystycznym kraju na południu, chce się zobaczyć więcej ! Trudno mi w to nadal uwierzyć, ale byłam w Siem Reap !

Siem Reap – miasto, w którym znajduje się najważniejszy i najbardziej rozpoznawalny obiekt turystyczny, czyli Angkor Wat. My mieliśmy okazję zatrzymać się w tym mieście i zwiedzić kompleks świątyń w bardzo charakterystycznym stylu.

Do Siem Reap lecieliśmy samolotem z tajskiej wyspy Phuket, liniami Air Asia. Lot trwał godzinę. A kiedy wylądowaliśmy na miejscu, zaczęły się schody, dolarowe schody. Kambodża to kraj dolara. Ale dolar dolarowi nierówny. Jeden pieniądz jest lepszy, drugi jest gorszy. Zanim wyjdzie się z lotniska, trzeba kupić wizę i posiadać zdjęcie paszportowe (do Kambodży potrzebna jest wiza wjazdowa, nawet jeśli jedzie się tylko na trzy dni, tak jak my) – kosztuje 30 dolarów. Ale uwaga ! Do Kambodży najlepiej jest mieć dolary nówki. Z zapłaceniem starymi może być problem, bo nie chcą ich akceptować. Wtedy taki pieniądz jest bezużyteczny. Trzeba więc na to uważać. My o tym nie wiedzieliśmy, dlatego pierwszego dnia daliśmy się złapać i bardzo się zdziwiliśmy.

Miasto Siem Reap

basen w naszym hotelu

A jakie jest samo Siem Reap? Bardzo turystyczne. Lubi wyciągać tego jednego dolara od turysty za wszystko. Można tutaj się porządnie napić, najeść, pójść na imprezę pełną turystów (to też mamy zaliczone), lub po prostu pogapić się na ludzi – jak żyją, co jedzą, jak mieszkają etc. i szczerze mówiąc to to był najciekawszy aspekt pobytu w Kambodży. W oczy rzuca się bieda i… wykorzystywanie dzieci do pracy. Ile razy podchodziły do nas dzieci w szkolnym wieku, obładowane pamiątkami, krzyczące one dollar (a raczej łan dalo), mówiły, że zamiast być w szkole, to pracują i potrzebują pieniędzy. Raz niestety dalam się namówić na plik pocztówek, bo dziecko było wyjątkowo zdeterminowane. Takie dzieci wieczorami stają się też promotorami knajp. Trochę ciężko to komentować, więc może się powstrzymam.

Wybraliśmy się również na nocny targ, żeby poszukać oryginalnych pamiątek. Oprócz pocztówek (to zdecydowanie moje największe podróżnicze must have), kupiłam sobie jeszcze zieloną herbatę. Niestety tak bardzo mi nie smakuje, że nie wiem co z nią zrobię ;) Niby herbata, ale jednak smak całkiem inny. Smak, który nie do końca mi odpowiada. Ktoś chętny na kambodżańską herbatkę?

Królestwo dolara – ciuchów, miejscowych kosmetyków, przypraw, bibelotów. Żałuję, że nie kupiłam olejku o zapachu mango – zapach był obłędny, dobrze, że ostatniego dnia w Bangkoku zaopatrzyłam się w kilka mydełek o tym zapachu – przywodzi wakacyjne wspomnienia przy każdym użyciu !

O samej Kambodży, jej ludziach i ich obserwowaniu będę pewnie więcej pisać w kolejnym poście, poświęconym Tonle Sap, czyli jeziorze – pływającej wiosce. Tam dopiero można zobaczyć ekstremalne, kambodżańskie życie, z którego obrazy na pewno na zawsze zostaną mi w pamięci.

A teraz gwóźdź programu, czyli Angkor Wat. Bilet wstępu kosztuje sporo, bo jeden dzień zwiedzania to 38 dolarów, ale moim zdaniem warto zapłacić, żeby to wszystko zobaczyć. Nawet sam bilet może być fajną pamiątką, bo przy okienku biletowym robią ci zdjęcie, a jak wiadomo takie zdjęcia nie należą do najbardziej udanych. Po czasie można sobie przypomnieć jak ‚wspaniale’ się wtedy wyglądało ;) Ponoć nie można umrzeć nie zobaczywszy Angkoru, więc jestem, widzę i robię zdjęcia. W temperaturze średnio znośnej dla przeciętnego Europejczyka obserwuję architekturę i ludzi (a także biegające na wolności małpy – dla mnie całkowita nowość). A ze świątyni do świątyni przemieszczam się wraz ze znajomymi tuk tukiem z naklejką Apple ! To po tych cudach przez cały dzień woził nas nasz Ituk tuk… 

Azjatki… nigdy nie mogę wyjść z podziwu jak, nawet w najgorszym upale, w każdej sytuacji i miejscu mają zawsze nienaganną stylówkę ! I są mistrzyniami pozowania.

Mała modelka – a zdjęcie miało być z ukrycia :)

Podsumowując obrazkową opowieść o Angkor, mogę powiedzieć, że fajne jest to, że niektóre marzenia spełniają nam się przy okazji. Podróży do Kambodży nigdy nie planowałam, zawsze myślałam, że jednak umrę, nie zwiedzając przed tym Angkoru, jednak plany podróżnicze potoczyły się inaczej. A ja bardzo się z tego cieszę ! I mam nadzieję, że uda mi się zwiedzić jeszcze wiele miejsc, niebędących moim podróżniczym marzeniem i celem i które na długo zapadną mi w pamięć. Takim właśnie miejscem jest Siem Reap i Angkor Wat. Jest nim jeszcze Tonle Sap, ale o tym będzie następnym razem.

A nie boisz się lecieć do tej Kambodży? Wiele razy to słyszałam. I nie wiem czemu, ale jakoś się nie bałam, chociaż azjatyckie kraje to dla mnie tereny nieznane. Nic nam się nie stało, nie zatruliśmy się jedzeniem, nie pogryzły nas insekty (chociaż ja zostałam zaatakowana przez dwie ogromne mrówy pod drzewem, na szczęście to był nieszkodliwy atak), moskitiery nigdy nam się nie przydały, bo spaliśmy w klimatyzowanym hotelu i z pobytu w Kambodży korzystaliśmy raczej turystycznie. Nie spaliśmy w bambusowej chatce, psikaliśmy się muggą, nie kupowaliśmy miejscowych lekarstw, bo nie było potrzeby, ani nie zapuszczaliśmy się w podejrzane miejsca. Chciałam tylko uspokoić tych, którzy mogli się martwić, a wiem, że to czytacie :) Ja tam się cieszę, że tam byłam, bo miałam okazję zobaczyć zupełnie inny świat i go posmakować, a także przemyśleć wiele kwestii, dojść do różnych wniosków. Na przykład do takiego, że żyjących w kraju skrajnej biedoty tamtych ludzi stać na szczery uśmiech i prawdziwe slow life, niewyuczone z najnowszego ekstra poradnika.

  • Natalia Basińska

    Przepiękne, klimatyczne miejsca.

  • Niesamowite zdjęcia! Niedługo wybieramy się do Azji, omijamy co prawda opisane przez Ciebie państwo, niemniej z pewnością wrócimy tam! Świetna relacja :)

    • No to udanej podróży, samych fajnych przygód i pięknej pogody ! I dziękuję ;)

  • Cudownie jest spełniać marzenia :) Widać w poście ile radości jest w Tobie. Przewspaniałe zdjęcia! Gratuluję.

  • Najbardziej urzekają mnie te ich zabytkowe budowle. Głównie z tego powodu chciałabym odwiedzić ten kraj…

    • Ja miałam to samo, budowle i zupełnie inny klimat grają pierwsze skrzypce ! ;)

  • Marzy mi się Azja, ale pewnie w tym bardziej turystycznym wydaniu :)

    • Jak na pierwszy raz w Azji to na pewno lepiej poruszać się tam bardziej turystycznie, żeby nieco poznać klimat ;) Bezpieczniej i bardziej pewnie ;)

  • AZ AZ

    te azjatyckie sklepiki są nie do podrobienia. w ogóle takie wschodni jest to typ handlu- tak mi się kojarzyły także bazarki w Izraelu. a kompleks świątynny robi wrażenie- zaiste!